Spotkanie DKK – marzec 2026


„Październikowa rdza” autorstwa Agnieszki Kuchmister to powieść, w której od pierwszych stron czuć ciężar jesieni (takiej prawdziwej jesieni dolnośląskiej z mgłami snującymi się nad polami, z zapachem mokrej ziemi i opadłych liści). Jest to powieść, w której akcja się nie spieszy, tylko buduje gęstą, pełną niedomówień atmosferę. A jednocześnie ma w sobie coś niezwykle magnetycznego. Czytelnik ma poczucie, że za każdym rogiem czai się tajemnica, a za zwyczajnym życiem małego miasteczka kryje się historia, o której wszyscy wolą milczeć. Punktem wyjścia jest zaginięcie Alicji Wicher w 1989 roku. Zdarzenie niby odległe, a jednak ciągle obecne w pamięci mieszkańców Szwarzeba. Wszyscy o nim milczą, ale każdy coś wie. Ta aura zbiorowego sekretu sprawia, że czytelnik od razu czuje, iż obcuje z czymś większym niż zwykła opowieść o zaginionej dziewczynie. W pewnej chwili w tę tajemnicę wchodzi Agata Kot, która jest córką grabarza. Jest to dziewczyna nie do końca przynależąca ani do miejsca, ani do ludzi. Jej rola w fabule to nie tylko poszukiwanie odpowiedzi, ale także próba zmierzenia się z własnym dziedzictwem, z historią rodziny, która tak jak cała miejscowość nosi w sobie rdzę przeszłości. Największą siłą „Październikowej rdzy” jest klimat. Autorka potrafi stworzyć obrazy, które długo zostają w wyobraźni: stary, poniemiecki dom z trzaskającymi schodami, zaniedbany cmentarz, na którym przeszłość dosłownie leży pod ziemią, opowieści o duchach snute przez mieszkańców przy herbacie. Nie ma tu horroru w dosłownym znaczeniu jest raczej niepokój, podszyty melancholią i poczuciem, że coś wciąż pozostaje ukryte. Niesamowite jest to, jak bardzo książka dotyka spraw uniwersalnych. Milczenie, które niszczy relacje. Tajemnice rodzinne, które zatruwają kolejne pokolenia. Pragnienie poznania prawdy, choćby miała być bolesna. W tej powieści przeszłość jest jak rdza, niewidoczna na pierwszy rzut oka, ale rozprzestrzeniająca się powoli i nieubłaganie. To piękna metafora, którą czuje się na każdej stronie.  „Październikowa rdza” nie jest książką dla każdego. Ci, którzy szukają wartkiej akcji czy banalnych rozwiązań, mogą poczuć się znużeni. Ale jeśli ktoś lubi powieści nastrojowe, w których liczy się detal, opis, atmosfera, to z pewnością będzie zachwycony. Czytelnik może się spodziewać  momentów, w których będzie czuł się tak, jakbym sam spacerował po Szwarzebie, słyszał szepty mieszkańców i stawał twarzą w twarz z tym, co przemilczane. Ta książka nie daje prostych odpowiedzi, ale zostawia z pytaniami: czy naprawdę można uciec od przeszłości? Czy milczenie chroni, czy raczej niszczy? I wreszcie, ile w nas samych jest rdzy, której nie chcemy zobaczyć? To powieść mocna, dojrzale napisana, z wyrazistym językiem i niezwykłym klimatem. Historia, którą warto smakować powoli, tak jak jesienny wieczór, kiedy świat cichnie i zostaje tylko to, co w nas najprawdziwsze.

Kinga Rybka


Przejdź do treści